Spacerkiem po MSZANIE ... Część 4
Osiedle „WÓJTY” i okolice
W odległości ok. 3 km w kier. zach. od centrum MSZANY DOLNEJ idąc ul. Krakowską lub ul. Starowiejską (lub też pięknie położoną wzdłuż brzegu Mszanki zwaną „Obłazy” - obecnie ul. Spadochroniarzy) dochodzimy do drugiego mostu na rzece Mszance oraz znajdującego się przy nim starego zagórzańskiego osiedla „Wójty”.
Nazwa osiedla „WÓJTY” – jak zapisano w starych kronikach – pochodzi stąd, że w dawnych czasach, znany zagórzański gazda – Maciej ŁABUZ, zamieszkały w widocznej z drogi starej chacie „Na brzyzku” – rządził MSZANĄ DOLNĄ jako wójt przez 13 lat – aż do wypadku, w którym zginął tragicznie pod kopytami koni spłoszonych przez pierwszy nadjeżdżający pociąg nowej linii kolejowej Chabówka-Lwów.
Według starych dokumentów tzw. „Metryk Józefińskich” osiedle to było kiedyś tzw. gospodarstwem kmiecym (rolą) i nazywało się „Łabuzówka Dolna” a dopiero później, w związku z opisanym wyżej wydarzeniem, nastąpiła zmiana nazwy osiedla. Stary, ponad 100-letni dom dawnego wójta Macieja ŁABUZA stoi jeszcze „na brzysku”(!). Osiedle to polubił szczególnie znany mszański etnograf – dr S. FLIZAK, o czym wspominają pamiętniki. [1]
„Przed wojną spotkania z dr FLIZAKIEM odbywały się w osiedlu „Wójty”, zwykle w niedzielę po południu w czasie, kiedy Żydzi w Mszanie mieli w niedzielę po południu otwarte sklepy i karczmy.
Szczególnie jednak często odwiedzał osiedle WÓJTY dr FLIZAK w czasie okupacji, który zbierał informacje do swoich prac etnograficznych o życiu, budownictwie, gwarze, zwyczajach i ubiorach dawnych Zagórzan.
Informatorkami dr Sebastiana FLIZAKA były głównie „Kazimierzowa z tetaizby” wraz z „babką z brzyzku”, które często gościły u siebie dr Sebastiana FLIZAKA, któremu opowiadały o dawnych czasach i zagórzańskich strojach, które przechowywały w ładnych, drewnianych, z żelaznymi okuciami kufrach.
Bo kobiety z osiedla ubierały się pięknie, nosiły szerokie, kolorowe spódnice, wyszywane gorsety i czerwone korale, trzewiki wysoko sznurowane...
Dr Flizak interesował się także różnicami w budowie izb osiedlowych zagórzańskich domów, a wyniki swoich badań publikował później w swoich znanych pracach etnograficznych.
Stary posąg Św. Jana Nepomucena
(kapliczka pod osiedlem „WÓJTY”)
Pod osiedlem „WÓJTY” nad brzegiem rzeki Mszanki od dawien dawna stała (do czasu okupacji) stara kamienna figura Św. Jana Nepomucena.
Była to duża (ok.2.5 m wysokości) piaskowcowa figura stojąca pomiędzy dwoma starymi grubymi lipami, posadzonymi podobno równocześnie z postawieniem figury. Figura ta jednak już w czasie okupacji hitlerowskiej została zniszczona a na jej miejscu w 1947 roku wybudowano obecną murowaną kapliczkę.
Trzeba tu wspomnieć, że Św. Jan Nepomucen był od dawien dawna ludowym patronem „przeciwpowodziowym” (według legendy utonął w czeskiej rzece Wełtawie), w związku z czym lud stawiał jego figury nad rwącymi rzekami i potokami górskimi, jako ochronę przed powodziami.
W pamięci starszych mieszkańców MSZANY DOLNEJ zapisała się groźna powódź w lipcu roku 1934. Kilkudniowy, bezustanny i ulewny deszcz spowodował silne wezbranie potoków Porębianka, Słomka, Szklanówka oraz rzek Mszanka i Raba. Powodziowa woda pozrywała drewniane mosty i ławy, podmyła i poprzerywała tory kolejowe i drogi, zniszczyła wiele gruntów uprawnych i budynków a także zniosła znajdujący się poniżej osiedla duży skład drewna.
Cała Mszana od Gronoszowej po osiedle Wójty, wszystkie niezabudowane tereny przy drodze do Krakowa wykorzystywano w okresie międzywojennym na składy drzewne. Tu cięto drewno zwożone z okolicznych lasów na tzw. „metraki”, korowano je, sortowano i następnie wywożono ze stacji w Mszanie pociągami towarowymi. Cały ówczesny handel drewnem był w rękach miejscowych Żydów.
Teren dawnej karczmy „U Schmidta”
Pod osiedlem „WÓJTY”, przy szosie koło mostu, do 4 września 1939 r. (tj. do czasu podpalenia jej przez Niemców), znajdowała się karczma, pensjonat z jadalnią oraz plac drzewny, własność miejscowego Żyda SCHMIDTA, który zginął w mszańskim pogromie.
Tylko dzięki pięknej, słonecznej i bezwietrznej pogodzie wrześniowej osiedle „WÓJTY” ocalało wtedy przed pożarem.
„Wilcze doły” nad osiedlem „WÓJTY”
Starsi mieszkańcy osiedla „WÓJTY” opowiadają, że w dawnych czasach, kiedy to mieszkańcy „wójtowej roli” wypasali zbiorowo na polanach Lubogoszcza bydło i owce, sypiali w „kolybach” i musieli odpędzać wilki, których wtedy było dużo, tak że dochodziły nawet do chat osiedla i musiano je odganiać paleniem ognisk. Urządzano też na nich zasadzki w postaci zamaskowanych gałęziami dołów. Nad osiedlem, na brzegu lasu do dziś znajdują się jeszcze ślady takich dołów, stąd pozostała z tego okresu nazwa tego miejsca „Wilcze Doły”.
Teren dawnego „Folusa”
(„Pod górą”)
We wspomnianym już Pamiętniku: „Z dziejów Osiedla „WÓJTY” zapisano:
„Kobiety z osiedla „WÓJTY” w długie jesienne i zimowe wieczory przędły całe motki nici lnianych i wełnianych, a także te najcieńsze tzw. „pacześne”. Z nici lnianych Jędrek STOŻEK „od Krupciówki” tkał na swoim warsztacie tkackim płótno lniane, które po odpowiednim „wybieleniu” na słońcu na kamieńcach nad rzeką, służyło jako materiał na pościel i bieliznę.
Z nici wełnianych robił Jędrek na tym samym warsztacie tzw. „gunię” tj. surowe sukno, które niosło się następnie do tzw. „folusa” za rzeką (Pod Górą), którego właścicielem był ŁABUZ i którego pracę jako młody chłopak często oglądałem. Po odpowiednim ubiciu otrzymywało się białe sukno, które najpierw suszono na płocie a następnie siadało 4-ch chłopów przy stole i naciągało go wszerz i wzdłuż. I tak sukno nadawało się dopiero do szycia białych i wyszywanych portek zagórzańskich. Zaś z wełny siwej i czarnej robiono sukno koloru brązowego, z którego szyto tzw. „haje” tj. rodzaj płaszcza do chodzenia na co dzień lub tzw. „hazuki” dłuższe od haji i pięknie wyszywane do chodzenia od święta. ”
A oto pochodzący z ok. 1870 r. opis dawnego „folusa” do ubijania sukna, jaki jeszcze w latach powojennych znajdował się nieco poniżej osiedla na lewym brzegu rzeki Raby:
„Jesteśmy we wnętrzu folusza, jednego z nielicznych już w Gorcach. W ścienne bierwiona wżarł się pełnią czernią dym, swobodnie rozchodzący się z niskiego, szerokiego pieca. Ściany więc pokrywa sadzona patyna, przepojona wonią spalonej żywicy(...)
Folusz... Cóż to takiego? Od pola wygląda jak młyn lub „troc”; na młyńskie koło wali się ze żłobu potężny łuk wody. We wnętrzu widzimy wielki drewniany wał, przebity czterema klinami, tworzącymi osiem ramion (...) Równolegle do wału osadzono głęboko w gruncie jedlową kłodę zwaną stępą. W niej zaś widać dwa głębokie, prostokątne otwory. W górze nad stępą umocowano na „bicach” stępory czyli młoty, sporządzone z jedlowych kloców.
Bice - to styliska, o których końce zahaczają ramiona wału, gdy cały ten mechanizm jest w ruchu. Obracający się wał raz wznosi raz znowu opuszcza młoty, które uderzają w wydrążenia stępy. Któż by przypuszczał, że pod uderzeniami owych młotów ugniata się, zbija, czyli foluje, kładzione do wydrążeń sukno, z którego szyje się góralskie „bukowe” portki...”.
W rejonie osiedla „WÓJTY”, po drugiej stronie drogi znajdowała się też stara kuźnia, która przetrwała do lat powojennych.
Miejsce potyczki niemiecko-rosyjskiej w styczniu 1945 r.
Równolegle do walk wyzwoleńczych toczonych w styczniu 1945 pomiędzy oddziałami niemieckimi i rosyjskimi na Słomce w rejonie osiedla „Krystusy”, także w rejonie osiedli „Krupciówka” i „Wójty” miała miejsce potyczka oddziału rosyjskiego, który nadszedł tu od strony Węglówki i Kasinki Małej, z wycofującym się oddziałem niemieckim. Zaskoczeni w nocy i w czasie snu Rosjanie zostali wówczas na krótko wyparci z tego osiedla, ponosząc znaczne straty (wielu spłonęło żywcem w palących się domach!), a prawie całe osiedle Krupciówka spłonęło. Natomiast sąsiednie osiedle „Wójty”, znajdujące się w bezpośrednim sąsiedztwie walk, cudem ocalało...
Granica miasta (z KASINKĄ MAŁĄ)
Przy granicy miasta małe osiedle zwane przed wojną „BOBOLÓWKA” od stojącej przy drodze starej figury Św. Andrzeja BOBOLI – ( kapłana-kaznodziei z XVII w. urodzonego na Polesiu).
Do dzisiaj zachowała się tu też stara stylowa willa drewniana „U Stefana”.
Bezpośrednio za tą granicą, z sąsiedniego osiedla „ŚWIĄTKÓWKA” – prowadzi czarny szlak do dawnego obozu młodzieżowego YMCA.
|