O Alinie KALCZYŃSKIEJ...
...Z artykułu artystki pt. „Powrót w rodzinne strony...” - (Katalog z Jej wernisażu w czerwcu 1995 r.- w starym kościółku należącym do Muzeum im. Wł. ORKANA w Rabce):
„...Także teraz za każdym razem, gdy przyjeżdżam do Polski, powracam do intensywnej zieleni lasów, do rozświetlonych polan, do zabytków drewnianej architektury...”...
Z charakterystyki twórczości Aliny KALCZYŃSKIEJ
- Bożena KOWALSKA... (z w/w Katalogu...)
„Piękno czyste dla mnie
- to światło...”
...„Pisać o twórczości Aliny Kalczyńskiej - to pisać o świetle. Niemal od pierwszych drzeworytów stało się ono przedmiotem jej szczególnej uwagi. Początkowo, wkrótce po studiach, zainteresowanie to znajdowało wyraz w zachowywaniu rozległych płaszczyzn bieli, które stawały się przestrzeniami wypełnionymi blaskiem, albo w operowaniu silnymi kontrastami walorowymi, co jednak - jako praktyka dość często stosowana w drzeworycie - mniej było znamienne. Trudno też dostrzegalną zapowiedzią przyszłego wyboru artystki były jej grafiki z partiami reliefowymi wypukłości, na których światło wyznaczało krawędzie jasności i cienia. Był to bowiem czas przełomu lat pięćdziesiątych na sześćdziesiąte, kiedy malarstwo materii ze swymi płaskorzeźbowymi fakturami tak było powszechne, że wszystkim działaniom reliefowym przypisywano tę samą proweniencję i podobne cele. Fakt, że Alina Kalczyńska rozpoczynała nimi swoje poszukiwania światła w sztuce, stał się możliwy do stwierdzenia dopiero ex post.
Światło nie było przez nią nigdy używane, ani traktowane jako nośnik ekspresji. Świadczą o tym najdobitniej owe wczesne drzeworyty barwne, gdzie napięcie emocji - jakie powoduje zazwyczaj kontrast walorowy - wygaszone jest zracjonalizowanym, uspokajającym porządkiem geometrycznym. Ta potrzeba ładu i ciszy, podobnie jak fascynacja światłem, będą się potęgować z upływem czasu.
Piętnaście lat od uzyskania dyplomu musiało minąć - lat pracy, eksperymentów, ciągłego syntetyzowania i redukowania - aż znalazła artystka poszukiwany, w pełni adekwatny do jej przesłania indywidualny język przekazu. Jak dalece samodzielne i oryginalne były jej artystyczne doświadczenia i wybory świadczy wczesna dążność do geometrycznego budowania kompozycji w latach sześćdziesiątych, a to - dodajmy - u absolwentki szkoły krakowskiej. Akademia ta, w tamtym okresie, a także wcześniej i później hołdowała niemal wyłącznie ideałom postimpresjonizmu i figuracji. Niezależności i odwagi decyzji autorki dowodzi jednak przede wszystkim wypracowany przez nią własny rodzaj wypowiedzi, który w pełnej dojrzałości ujawni się po raz pierwszy dziełami z 1974 roku jak drzeworyty barwne „odjazd”- X 1953, X 1974, czy „Nasz czerwony dom”. Lata sześćdziesiąte i początek siedemdziesiątych, kiedy kształtował się specyficzny język sztuki Kalczyńskiej, należały wprawdzie do najciekawszych w ostatnim stuleciu, ale i do najtrudniejszych. Był to czas narodzin i rozwoju wielu nowych nurtów sztuki i postaw artystycznych: popartu i happeningów, arte povera, nowej figuracji i hiperrealizmu i równocześnie optical artu, minimal artu, nurtu zerowego, land artu i konceptualizmu. Wśród wielu epizodycznych odmian activites jawiły się manifestacje sztuki poczty, body art i wiele innych. Modne sformułowanie McLuhana, że środek przekazu sam jest przekazem i powtarzane powszechnie przez artystów i krytyków sztuki dadaistyczne stwierdzenie, że wszystko, co czyni artysta jest sztuką (Kurt Schwitters), sprawiły, że działaniom artystycznym zabrakło busoli. Nieograniczona wolność w wyborze środków i zagubienie wszelkich kryteriów doprowadziły do bezprzykładnego chaosu i zwolnienia artystów z jakiejkolwiek odpowiedzialności za twórczość. W takiej sytuacji, szczególnie niekorzystnej dla młodego pokolenia, którego start artystyczny przypadał na ten czas, ci tylko mieli szanse zaistnieć w sztuce, którzy sami dla siebie potrafili przywrócić odrzucone probierze i odbudować obalone bariery ograniczeń i wymogów. Język światła i geometrii, nad którym pracowała w tamtych latach Alina Kalczyńska, był - zwłaszcza w grafice - bardzo mało popularny. W Polsce bli-skie jej poszukiwania prowadzili jedynie reprezentujący mniej więcej tę samą generację - Jan Berdyszak w Poznaniu, Jerzy Grabowski w Warszawie i Jan Pamuła w Krakowie - każdy zresztą w inny sposób i z innymi intencjami przekazu. W tej niecodziennej decyzji, samodzielnej i odosobnionej, a także w ustawieniu wysoko poprzeczki trudności, przejawia się siła osobowości Kalczyńskiej, jej wcześnie dojrzała samoświadomość.
Od połowy lat sześćdziesiątych artystka wiele podróżowała po Europie, zwłaszcza dużo czasu spędzając we Włoszech. Jeśli więc w tym okresie można mówić o jakimkolwiek oddziaływaniu na nią innych twórców - to tylko w sensie utwierdzenia jej w słuszności dokonanego wyboru artystycznego. Być może byli w tym pomocni, znani już wtedy artyści włoscy, jak Getulio Alviani czy Arturo Bonfanti. Grafika jej rozwijała się jednak własnymi drogami, nie poddając się wpływom ani polskich, ani włoskich kolegów. Zwłaszcza od dzieł większości twórców zagranicznych z kręgu geometrii różnią się prace artystki w sposób trudny do przeoczenia.
Znamienną, wyróżniającą cechą drzeworytów i linorytów Kalczyńskiej jest emanująca z nich, przejmująca liryka. Zasada geometrycznej ich budowy nie ma nic z tak często spotykanej oschłości rygoru, chłodnej kalkulacji albo dekoracyjności. Jest to geometria ładu i ciszy, wynikająca nie z doskonałości matematycznego systemu obliczeń, lecz z intuicji, która dyktuje jej najtraf-niejsze rozwiązania.
Sama już geometria nadaje jej pracom ponadczasowość i piękno harmonii. Przypomnijmy, że szlachetność prostoty i wartość wyrazową form geometrycznych doceniali już starożytni antenaci naszej kultury. Platon oddzielił piękno rzeczy realnych i ich odtworzeń w malarstwie od piękna linii prostej czy koła, płaszczyzn i brył. To pierwsze uważał za relatywne, a tylko o drugim sądził, że jest „piękne zawsze i samo za siebie”. Upatrywał on w owych najprostszych kształtach - co niezwykle istotne - nie tylko piękno, ale i wzniosłość. Ten pogląd sprzed dwu i pół tysiąca lat zachował swoją aktualność, do dziś znajdując wciąż kolejne sprawdziany w sztuce.
Jednak nie sam czynnik geometrii w pracach Kalczyńskiej sprawia, że są tak sugestywne, przykuwają magią poetyki i skłaniają do medytacji, że odrywają od tu i teraz codzienności i zwaśnionego świata, zanurzonego w chaosie i bezsensach, kierując myśl ku pojęciom wyabstrahowanym i uniwersalnym, ku temu, co zawsze ważne i co nie przemija. Decydującym faktorem w jej twórczości jest światło. Każda barwa czy biel w jej drzeworytach i linorytach, wydobyte z czarnego lub szarego tła, stają się intensywnym świeceniem. Czasem płynie ono szeroką, kilkubarwną smugą; częściej dobywa się z głębi przestrzeni; im oszczędniej - z tym większą mocą. Barwy ciepłe i zimne tak są zestrojone, by dzięki kontrastom zyskiwały maksymalną siłę nasycenia blasku i jego zagasania. Światło u Kalczyńskiej zdaje się często przedzierać przez szpary, czy rozcięcia w niedefiniowalnej przesłonie. Jakby przychodziło z nieskończoności, z innego wymiaru. Dlatego prace te zawierają tak sugestywne odniesienia metafizyczne. Nie bez racji Włodzimierz Sedlak, podsumowując wiedzą o symbolice światła we wszelkich kulturach i kultach świata, pisał: „Jest bardzo znamienne dla umysłowości ludzkiej, że nie znalazła ona nigdy lepszego wyrazu dla wyrażenia boskości jak (...) światło. Niezależnie od tego, czy chodzi o politeizm czy monoteizm. Widocznie abstrakcja światła jest najwyższym wyrazem transcedencji w ludzkim poznaniu”.
Alina Kalczyńska jest świadoma metafizycznych właściwości światła. Dlatego odgrywa ono w jej sztuce rolę nadrzędną. ”Piękno czyste dla mnie - to światło”- pisała artystka w swoich notatkach - ale może światło jest dla mnie czymś wyższym, czymś, czego nawet nie umiem wyrazić „. Poszukiwanie jego zjawisk, jako wartości wyzwolonej i jedynej sprawiło, że w 1990 roku artyst-ka zaczęła malować akwarelą. Swobodnie rozprowadzane na bieli papieru plamy transparentnego koloru zdają się oddychać światłem. Autorka nie osiągnęła by jednak tego rezultatu, gdyby nie wprowadzony i tu element geometrycznej konstrukcji. Stanowiący - dzięki pionowym, poziomym czy skośnie przebiegającym osiom, przeciwstawienie, ale i kompozycyjne oparcie dla świetlistych mgławic - potęguje ich znaczenie i siłę działania.
Jednak pełne urzeczywistnienie swych zamierzeń i długoletnich poszukiwań znalazła Kalczyńska, gdy na początku lat osiemdziesiątych stworzyła pierwszy witraż. „Kiedy wzięłam do ręki szkło, kolor krystaliczny - coś tak kruchego a wrażliwego - pisała - poczułam równocześnie, że jest to materiał żywy, zdolny do dialogu ze światłem w nieustannej metamorfozie”. Witraże artystki są dużej urody i oryginalności. Jedne są dynamicznymi, odważnymi w wielobarwności kompozycjami geometrycznymi, skonstruowanymi na diagonalach; inne - spokojniejsze, oparte są na strukturze pionów i poziomów, oraz na jednej dominancie kolorystycznej. Jeszcze inne mają niespotykaną budowę, którą określić by można krystaliczną. Te ostatnie, tworzące dyskretne w wielobarwności struktury, na krawędziach, przy liniach łączeń elementów, załamują światło i odbijają blask jak drogie kamienie.
I znowu, jak w grafikach autorki i jej akwarelach, mamy do czynienia z obiektami sztuki medytatywnej. Z wiecznym i wzniosłym pięknem geometrii i z nieprzemijającym, transcendentnym oddziaływaniem światła."
(Bożena Kowalska)
***
|