Zagórzanie - Mszana Dolna i okolice home| mapa serwisu
Dzisiaj jest sobota,
19 maja 2012 roku.

Dariusz Jamróz...

 

WSPOMNIENIA...

 

Jastrowie, dnia 05-02-2012 rok
 

Witam serdecznie.

Nazywam się Dariusz Jamróz, mam 48 lat (1964), urodziłem się we Wrocławiu gdzie mieszkałem do 1987 roku, po czym wyjechałem do Jastrowia woj. Piła, gdzie mieszkam obecnie. Moje wrocławskie korzenie nie są jednak odcięte, gdyż nadal mieszka tam moja mama z bratem, których często odwiedzam, a i syn mój prawdopodobnie niebawem tam się osiedli.


Szanowny Panie Władysławie.

Po sukcesach naszej wspaniałej Justyny Kowalczyk dowiedziałem się, że pochodzi ona z Kasiny Wielkiej koło Mszany Dolnej. Wtedy też po raz pierwszy dowiedziałem się iż region ten nazywa się Zagórzem.
Do tej pory był to dla mnie po prostu Beskid Wyspowy.
Zgłębiając dalej temat doszedłem do pańskiej strony internetowej, gdzie doznałem pewnego olśnienia.
Otóż okazuje się, że jestem w prostej linii potomkiem czystej krwi zagórzanina - mojego dziadka Jakuba, ojca mojego ojca.
Niestety ojciec mój zmarł przedwcześnie, nie mogłem więc z nim szerzej o tym porozmawiać.
Widząc jednak pańską ogromną pasję dotyczącą tego regionu, postanowiłem podzielić się z Panem biografią jednego – jak Pan to pięknie ujął – syna ziemi zagórzańskiej. I choć dziadek mój nie był osobą aż tak wybitną jak wspaniałe postacie Władysława Orkana czy Sebastiana Flizaka, to jednak doskonale mieści się „w kategorii” zagórzan walczących o niepodległość naszej Ojczyzny.


Jakub Jamróz - urodzony 5 lutego 1893 roku w Słomce,
z ojca Andrzeja i matki Marii z Dobrowolskich,
zamieszkały w Mszanie Dolnej pow. limanowski,

 


Po ukończeniu Szkoły Powszechnej, jako syn rolnika pracował w domu.
W latach 1911, 1912, 1913 należał do „Sokoła” zorganizowanego w Mszanie Dolnej przez księdza Józefa Panasia (późniejszego kapelana II Brygady Legionów).
W dniu 4 września 1914 roku wstępuje ochotniczo do formujących się
w Krakowie Legionów Polskich, gdzie dostaje przydział do 2-go Pułku Piechoty
1-go batalionu, skąd wyrusza na front karpacki.
W sierpniu 1915 roku zostaje ciężko ranny w bitwie w okolicy Rokitna (przebite bagnetem płuco, oraz 2 rany postrzałowe palców lewej ręki oraz łokcia, jak również ubytki 5,4 i 3 palca po odmrożeniu w Karpatach 1914/1915).
Spowodowało to niedowład i problemy ze zginaniem i prostowaniem ręki już niemal pozbawionej palców.
Obrażenia te będą miały swoje konsekwencje w dalszych losach dziadka Jakuba.
Po wstępnej operacji w polowym lazarecie dokonanej przez dr Antoniego Stefanowskiego (lekarz pułkowy II Brygady, późniejszy konsultant i lekarz Marszałka Piłsudskiego), przewieziony zostaje do szpitala w Wiedniu, gdzie przeleżał 11 miesięcy. Kolejne 3 miesiące przebywa na rehabilitacji w Eichgraben w Austrii.
W roku 1916 zgłasza się ponownie do kadry, skąd zostaje skierowany na kurs wyszkolenia wojskowego do Zambrowa.
Podczas kryzysu przysięgowego - w lipcu 1917 roku - odmawia złożenia przysięgi Niemcom, za co zostaje aresztowany i przewieziony z Zambrowa do obozu w Szczypiornie. Udaje mu się jednak stamtąd zbiec i ukryć.
Po pewnym czasie nawiązuje kontakt z Polską Organizacją Wojskową, do której wstępuje.
W roku 1918 bierze czynny udział w rozbrajaniu Niemców, po czym rozpoczyna pracę jako instruktor wojskowy rezerwistów w Poroninie.
W kwietniu 1919 roku, jako inwalida wojskowy zostaje przeniesiony do rezerwy przez Generała Andrzeja Galicę.
W maju 1919 roku przyjmuje posadę rządcy majątku p. Stefana Sekutowicza
w Skokowie woj. lubelskie. Tam też - w październiku 1919 roku zawiera związek małżeński z Anielą z domu Adamczyk.
Po wybuchu wojny polsko-bolszewickiej zgłasza się jako ochotnik do Wojska Polskiego. Dostaje przydział do 2-go Pułku Ułanów Lubelskich, gdzie służy do
30 listopada 1920 roku, aż do zwolnienia w Przemyślu.
Po powrocie z wojska – w grudniu 1920 roku – przenosi się wraz z rodziną do majątku Klementowice, pow. Puławy, pracując u p. Kuryzny, jako rządca do 1926 roku.
Dnia 1 marca 1926 roku wstępuje do służby jako gajowy Lasów Państwowych
w Nadleśnictwie Lubień pow. Piotrków-Trybunalski.
W roku 1933, jako członek Związku Legionistów Polskich bierze udział
w obchodach 15-lecia przebicia się oddziałów legionowych pod Rarańczą.
Jest również członkiem Koła Pułkowego b.2-go p. p. Legionów, oraz członkiem Związku Inwalidów Wojennych RP.
W roku 1934 ze względu na brak szkoły dla dzieci na miejscu, przenosi się do Nadleśnictwa Pomiechówek, gdzie pracuje do 1937 roku.
Po śmierci Marszałka – w maju 1935 roku – był członkiem Plutonu Reprezentacyjnego w uroczystościach pogrzebowych w Warszawie.
Brał również symboliczny udział w budowie Kopca Piłsudskiego na Sowińcu w Krakowie.
Po 1937 roku zostaje przeniesiony do Nadleśnictwa Skierniewice.
Mimo pracy zawodowej bierze regularnie czynny udział społeczny w zbiórkach pieniężnych na Ligę Obrony Przeciwlotniczej i Przeciwgazowej.
Zapraszany jest również jako kombatant i prelegent do wielu szkół na obchody rocznicowe Niepodległości. W roku 1939, po klęsce wrześniowej organizuje w lesie kryjówki, gdzie Wojsko Polskie składało broń, którą następnie dziadek przekazywał oddziałom partyzanckim, z którymi współpracował do końca wojny. Zaznaczał i opisywał miejsca masowych egzekucji patriotów polskich, których mord Niemcy przeprowadzali cyklicznie w okolicznych lasach - za co został aresztowany i potwornie skatowany przez gestapowców.
Pod koniec wojny – 6 marca 1945 roku – jako „piłsudczyk” został aresztowany przez N.K.W.D. i osadzony przez U.B.P. w obozie w Rawiczu, skąd przewieziony został do więzienia śledczego w Łodzi.
Po niemal roku katuszy – 22 lutego 1946 roku – ciężko chory został po wielu zabiegach żony i przyjaciół zwolniony.
Jako „wróg narodu” stracił pracę. Po wielu nieskutecznych zabiegach jej uzyskania postanawia „wyemigrować” na ziemie odzyskane.
18 czerwca 1947 roku przesiedla się z rodziną do Wrocławia.
Bez środków do życia, po bezskutecznych staraniach o rentę inwalidzką, jedyne zatrudnienie jakie znajduje od 24 lipca 1947 roku, to pracownik fizyczny w magazynie podręcznym cukru, w Cukrowni Klecina pod Wrocławiem.
Szykanowany i nadmiernie „eksploatowany” w pracy wytrzymuje dalsze 3 lata, po czym odzywają się stare rany płuca.
W 1950 roku zapada na śmiertelną chorobę.
Umiera w domu 2 kwietnia 1951 roku, w wieku 58 lat.
Pochowany jest na Cmentarzu Grabiszyńskim we Wrocławiu.

Odznaczony w Legionach Brązowym i Srebrnym Medalem Waleczności II klasy;
Polskim Krzyżem Walecznych z 1920 roku;
Krzyżem Niepodległości;
Krzyżem Zasługi;
Medalem – Polska Swemu Obrońcy;
Medalem 10-lecia Niepodległości („dziadkiem”);
Medalem za Długoletnią Służbę;
Krzyżem Legionowym;
oraz posiada wiele wyróżnień za pracę społeczną.
Jest plutonowym Wojska Polskiego II RP.


Tą krótką charakterystykę w formie życiorysu sporządziłem na podstawie niemal 80-ciu różnych dokumentów pozostawionych przez dziadka, systematyzując je możliwie chronologicznie.
Nie wyczerpuje to jednak całej jego życiowej działalności.
Są bowiem również osobiście pisane oświadczenia wielu ludzi z nim współpracujących, zawierające epizody o których tu nie wspominam.
Posiadam też trochę fotografii.

Pisząc do Pana odczuwam wielką ulgę, że pomimo iż historia nie dała dziadkowi
i mnie spotkać się razem, wypełniam jakoby niepisany testament, który pozostawił po sobie człowiek - jak to już dzisiaj wiem – syn ziemi zagórzańskiej.
I choć zawiłe losy naszej Ojczyzny nie dały jego prochom spocząć w ziemi swego dzieciństwa, myślę że ziemia wrocławska o wiele teraz lżejszą mu będzie.


Z wyrazami szacunku
potomek zagórzański - Dariusz Jamróz

 (c.d.n.)

 

Jastrowie, dnia 07-02-2012 roku

Kontynuując dalej tą skromną pracę, opiszę teraz w skrócie wydarzenia spisane przez samych świadków tych historii.

Otóż sam dziadek podaje w napisanym przez siebie maszynowo podaniu
do Marszałka Piłsudskiego, między innymi epizod, w którym to na początku 1920 roku wyjechał na Wołyń, gdzie pracował w majątku Gródek. Już żonaty, mieszkał w leśniczówce oddalonej o 15 wiorst polskiej drogi od stacji Maniewicze.
Pisze również że:
(… napadany stale na posterunku pracy przez bandy dywersyjne - bolszewickie, poniosłem szczególnie ciężkie straty, gdyż bandyci zabili mi dziecko i bardzo poranili żonę. Wobec tego musiałem pracę tam opuścić).

Drugi epizod to taki, w którym to zawistny polski kolaborant na usługach żandarmerii austriackiej, wskazywał miejsca ukrywających się legionistów zbiegłych z obozu w Szczypiornie.

Nie omieszkał również wydać i dziadka, który jak sam pisze:
(… żandarmów pobiłem i uciekłem).
Przytacza też na to świadków, podając nazwiska i adresy.


W 1945 roku - po aresztowaniu przez N.K.W.D. - pod absurdalnym pretekstem współpracy z Niemcami, żona Jakuba - a moja babcia - rozpoczęła na „szeroka skalę” akcję uwolnienia męża z więzienia. Zebrała zaświadczenia osób, które bezpośrednio współpracowały z nim podczas okupacji.

Poniżej przytaczam skrócone treści ośmiu z nich.

1. Zaświadczam że pracowałem z Jakubem Jamrozem przez 3 lata w czasie okupacji, i żadnym podejrzanym człowiekiem nie był, za którego stale i wciąż ręczyć mogę.
(czytelne nazwisko i adres)

2. Niniejszym zaświadczam, że Jakub Jamróz gajowy podczas okupacji z Niemcami żadnych interesów nie prowadził i nikomu nie szkodził. Jest moim sąsiadem za którego poręczam że był prawdziwym Polakiem i przy spotkaniach ze mną rozmawiał z tęsknotą o wolności Ojczyzny.
(czytelne nazwisko i adres)

3. Zaświadczam że Jakuba Jamroza gajowego ze Zwierzyńca znam od 1937 roku. Przez cały czas okupacji niemieckiej aż do chwili aresztowania go, pracowałem
z nim w lesie jako stały pracownik. Przez cały ten czas Jamróz ani nie współpracował z Niemcami, ani nikomu nie szkodził. Jeszcze ludziom pomagał. Dla Niemców był wrogiem i często zapłakał sobie, jak Niemcy mordowali ludzi i wyglądał z niecierpliwością wypędzenia Niemców.
(czytelne nazwisko i adres)

4. Zaświadczam, że Pana Jakuba Jamroza znam od 1938 roku. Jako Polak mogę złożyć zeznanie o nim pod przysięgą. Na dowód tego dam tu parę szczegółów.
Kiedy 1 września 1939 roku wybuchła wojna Polsko-Niemiecka, po kapitulacji
Wojsk Polskich Jakub Jamróz chował broń - co później mi mówi - i jak wiem
oddawał tę broń do użytku oddziałom. Partyzantom. Bardzo dużo rozmawiał na temat organizacji. Opiekował się rozstrzelanymi trupami, których Niemcy rozstrzeliwali, chował trupy i stawiał im krzyże, za co dostał baty od żandarmerii niemieckiej i miał ostrzeżenie że będzie rozstrzelany, jeśli się coś podobnego powtórzy.
(czytelne nazwisko i adres)


5. Zaświadczam że Pana Jakuba Jamroza gajowego ze Zwierzyńca znam od roku 1937 dokładnie. Przez cały czas okupacji niemieckiej pracowałem w lesie u niego jako stały robotnik, za którym mogę ręczyć, że nie współpracował z Niemcami, tylko był wrogo usposobiony do Niemców. Gdy rozmawiałem z nim zawsze
ze złami w oczach marzył o własnej Ojczyźnie. Jak Sowieci byli już w Warszawie, z zadowoleniem mówił, że wroga już odpędzą od nas. Jeszcze nadmienię jedno, że gdy Niemcy rozstrzeliwali Polaków w lesie, on zawsze odszukiwał te miejsca i zaznaczał. Na 13-tu rozstrzelanych postawił krzyż.
Po pewnym czasie Niemcy zauważyli ten krzyż. Zawieźli Jamroza na żandarmerię, tam go mocno zbili aż napuchł. Zagrozili mu, że jak się to jeszcze powtórzy, to dostanie kulę w łeb. Gdy wrócił do domu, to płakał jak dziecko.
(czytelne nazwisko i adres)

6. Znałem Jamroza Jakuba od 1937 roku. Podczas okupacji niemieckiej był dobrym Polakiem i nie współpracował z Niemcami.
Podam nawet jeden fakt. W roku 1940 - 6 sierpnia - na odpuście w Makowie został pobity jeden folksdojcz. Skutkiem czego Niemcy postawili pod ścianą księdza, kierownika szkoły, kilku gospodarzy i Jamroza Jakuba. Jamróz nie zważając na to odgadywał im bez przerwy. Rozwścieczeni żandarmii bili kolbami jak zwierza. Wobec czego Jamróz Jakub jeszcze więcej był wrogo usposobiony do Niemców.
(czytelne nazwisko i adres)

7. Niniejszym zaświadczam iż znam Pana Jakuba Jamroza od roku 1937 i miałem
z nim dość częste kontakty, a zwłaszcza w ostatnich latach okupacji niemieckiej, lecz nigdy nie zauważyłem żeby był kimś o którym można byłoby coś złego powiedzieć. A jeśli chodzi o ścisłość, to był 100% wrogiem Niemiec, co było można stwierdzić podczas pełnienia przez niego służby na korzyść niestety Niemców.
(czytelne nazwisko i adres)

8. Niniejszym zaświadczam że byłem sołtysem przez 4 lata i znałem Jamroza bardzo dobrze. Mieszkałem przy lesie i obcowałem z ludźmi. Nie słyszałem od nikogo, żeby kto na Jamroza coś mówił złego. Zawsze czekał wolności i zawsze przeklinał Niemców. Stwierdzam od siebie, że Jamroza Jakuba w niczym nie posądzam żeby kogoś wydał do Niemców.
(czytelne nazwisko i adres)

Pisała również Babcia Aniela podanie do Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Łodzi.
Oto jego treść:

Skierniewice, dnia 07 stycznia 1946 roku.
Niniejszym najuprzejmiej proszę o zbadanie przyczyn aresztowania mego męża Jakuba Jamroza znajdującego się w więzieniu w Łodzi przy ulicy Szterlinga nr 16, oraz spowodowanie zwolnienia go, a to ze względów następujących:
Mój mąż Jakub Jamróz został aresztowany w dniu 6 marca 1945 roku i dotychczas znajdował się w śledztwie, następnie w obozie w Rawiczu i ostatnio po przeniesieniu znajduje się w więzieniu w Łodzi. Wszyscy z współoskarżonych z moim mężem już zostali zwolnieni.
Mąż mój dotychczas nie został postawiony w stan oskarżenia sądowego, czyli akt oskarżenia nie został mu doręczony i nie została wyznaczona rozprawa sądowa dla rozstrzygnięcia sprawy.
Mąż mój w zarzuconych mu przekroczeniach ma możność korzystania z amnestii, dającej mu możliwość uwolnienia od kary i dalszego pobytu w więzieniu. Jednakże z niewiadomych dla mnie przyczyn dotychczas nie został zwolniony.
Nadmieniam, że ja od chwili aresztowania mego męża znajduje się bez żadnych dochodów, mam na utrzymaniu pięcioro małoletnich i niezarobkujących dzieci i łącznie z temi dziećmi znajduję się w skrajnej nędzy i bez niezbędnych środków egzystencji. Wobec powyższego niniejszym najuprzejmiej proszę o uwzględnienie mego położenia wraz z głodującemi dziećmi, rozpatrzenie sprawy aresztowania mego męża i przyspieszenie załatwienia tej sprawy, ewentualnie uwolnienia mego męża Jakuba Jamroza z dalszego pobytu w więzieniu.
Aniela Jamrozowa

Okoliczni pracownicy i znajomi Dziadka wystosowali również petycję w jego obronie następującej treści:
My niżej podpisani robotnicy leśni niniejszym stwierdzamy, że Jamroza Jakuba gajowego Lasów Państwowych w Zwierzyńcu, Nadleśnictwo Skierniewice znamy od 1937 roku jako człowieka uczciwego, solidnego, dobrego Polaka i nikomu nieszkodliwego, oraz o tym mieliśmy możność się przekonać w czasie wspólnej z nim pracy w lasach Zwierzyniec koło Skierniewic.

Lista zawiera nazwiska i podpisy jak wstępnie oszacowałem około 250-ciu osób
z okolicznych miejscowości, takich jak: Krężce, Dąbrowice, Maków, Skierniewka,
Wola Makowska i Sielce. Występują również 2 osoby ze Skierniewic i Zwierzyńca.
Przytoczenie jednak pełnej listy nazwisk zabrałoby zbyt dużo miejsca.
Wszystkie jednak są czytelnie podpisane i zawierają adresy zamieszkania.
Świadczy to wymownie o tym, jak dużym szacunkiem i popularnością cieszył się dziadek Jakub wśród okolicznej ludności. Tym bardziej więc - cześć jego pamięci !

Na zakończenie składam gorące podziękowania Panu Władysławowi Maciejczakowi, za umożliwienie mi tej publikacji na swojej stronie internetowej.

Dziękuję również wszystkim Wam drodzy zagórzanie, których zainteresowały losy mojego Dziadka.
Mam również nadzieję, że ta krótka charakterystyka życia jednego z synów ziemi zagórzańskiej, stanie się kiedyś przyczynkiem do pełniejszego poznania historii tej „zagórzańskiej” rodziny Jamrozów.

Z wyrazami szacunku
potomek zagórzański - Dariusz Jamróz

 

* * *

 

Za zgodą p.Dariusza JAMROZA - udostępniam zainteresowanym również Jego aktualny adres internetowy:

zula.bas@op.pl

 

* * *

Projekt i wykonanie Remnet Copyright © Władysław Maciejczak 2007 All Rights Reserved