Zagórzanie - Mszana Dolna i okolice home| mapa serwisu
Dzisiaj jest środa,
10 marca 2010 roku.

Lilian SEYMOUR- wątki "zagórzańskie"...

  

Wątki „zagórzańskie” z powieści Lilian SEUMOUR -

„DAG, CÓRKA KASI” i innych ...


***


„…Swoją pierwszą, napisaną już po polsku książkę „Dag, córka Kasi” napisałam na zamówienie ówczesnego krakowskiego wydawcy - Stefana KAMIŃSKIEGO, który kupował i wydawał książki jeszcze w czasie okupacji. DAG pisana była w Krakowie, w atmosferze twórczego zrywu i w szalonym tempie...
...Jednego dnia odwiedziła mnie przyjaciółka wraz z krakowskim wydawcą Stefanem Kamińskim i on, chcąc mnie jakoś pożyteczniej zatrudnić, zamówił u mnie książkę o życiu amerykańskich studentów, tych, którzy nie urodzili się ze „srebrną łyżką w ustach” a pragnęli się uczyć. Napisałam „Dag” w ciągu sześciu tygodni, pisałam ją ołówkiem...
…Pochodzę z gór. Gdy byłam małą dziewczynką, góry zasłaniały mi świat. Nie mogłam nic zobaczyć poza nimi, a świat za górami pociągał mnie ogromnie...”


***

A oto kilka „zagórzańskich” wątków z tej niezwykle interesującej powieści:

Z rozdziału pierwszego...

„Spod lasów, ponad potokami, przez pola ścieżkami, jak trzy wsie długie, gościńcem Jego Cesarskiej Mości sunęły owej niedzieli w stronę kościoła tłumy ludzi. Ślub Kasi miał się odbyć po sumie. Ludziska nie zdążyli nawet przełknąć swej niedzielnej strawy, nogi ich nie odpoczęły rannych wędrówkach zza gór do kościoła o milę drogi, a już niosła się ciekawość, zaroiła gościniec tłumem barwnych spódnic i białych portek góralskich. Trzy wsie to było o wiele za dużo na mały, w gaiku starych lip schowany kościółek, a co dopiero na spróchniały mostek, wiszący nad rzeką. Jakoś jednak zarówno czarne od wieków ściany kościółka, jak i kruchy mostek przetrzymały tę próbę, choć sama Kasia była pewna, że nim dojdzie do gawiedzi stojącej z drugiej jego strony, deski trzasną, a ją okryją fale prawie zawsze mętnego strumienia. Lecz idąc po mostku zauważyła, że woda była w tej chwili czysta jak łzy, które przed godziną roniła na podłogę rodzinnej izby, podczas gdy druhny upinały dookoła jej kremowej spódnicy pachnące gałązki mirtu. Ludzie nie powinni byli dziwić się łzom Kasi. Każda szanująca się dziewczyna płakała w dzień ślubu. Świadczyć to miało o jej skromności, nieopłakiwanie zaś wianka było wyraźnym wyznaniem jego utraty.
Źli ludzie, a zwłaszcza nieżyczliwe kumoszki, nie bez pewnego zdziwienia spoglądały na zapuchnięte od płaczu oczy Kasi i nie bez racji zapytywały się nawzajem: „Dlaczego?” - i dogadywały: „Cieszyć się powinna, stara dziopa, że takiego złapała chłopa”.
Wesele Kasi było sensacją dnia. Nic dziwnego - lubiana była ta dziewczyna, w miarę ładna i w miarę pobożna. Wysoka, szczupła, o śniadej cerze, granatowoczarnych włosach sięgających do kolan, z krótko ściętym, niemal kwadratowym nosem - przypominała posąg dobrego dłuta. Rzeźbiarz jakby celowo poszerzył jej nos, stylizując szyję, ręce i resztę ciała. Całość mimo zbyt wielkiej odległości między nosem a górną wargą była dobra, choć nie można było jej nazwać ładną. Piękne były duże, brązowe oczy, głęboko osadzone w pociągłej twarzy...”

Z rozdziału piątego...

„Trzyizbowy dom Kasi był gotowy. Stał jak biała plama na wzgórzu, wśród malowniczych łąk i potoków po lewej i prawej stronie, za sobą miał las, a poniżej płynęła rzeka pełna pstrągów. Biało malowane ściany, na tle których ostro odcinały się niebieskie okna wychodzące na gościniec, zwracały uwagę wszystkich. Wioska nie mogła się poszczycić wielu takimi domami. Nawet kramarze jadący gościńcem zapytywali, czyjaż to paradna chałupa stoi tam za wodą. Kasia, dumna ze swej chałupy, wracając z pola wieczorem, starała się powrót ten przeciągnąć do chwili, gdy służąca Wikta zdążyła zapalić lampy w izbach. Okna zalane światłem widać było z daleka. Wyglądały jak ogniste oczy, a ciepło ich napawało ją szczęściem. Ten dom świadczył o dobrobycie, wzbudzając w innych zazdrość i szacunek...”
„...W powrotnej drodze z dworca Dagmara siedziała obok Jima skupiona, z oczyma utkwionymi w białą szosę. Marzyła. Myślami przebiegała zielone łąki. Zbierała poziomki po zrębach, szła przez omszałe kamienie potoku. Z pól dolatywał ją zapach koniczyny. Wiatr muskał delikatnie jej twarz. Szła wśród kołyszących się łanów, oparta o ramię kogoś, kto wszystko rozumiał. Nie widziała koloru jego oczu, nie znała jego imienia, ale poznałaby go wśród milionów. On był tym jedynym. Był to ktoś bliski, ktoś, z kim bez zastanowienia wyruszyłaby w najdłuższą podróż...”

Z „zakończenia” powieści...

„...Leżała na pokładzie cichutko, wpatrzona w lodowaty błękit nieba, nieczułego na ludzkie żale, cierpienia czy radości. Morze chlupało o boki statku. Promienie słońca oblewały jej twarz, wiatr lekko muskał policzki. Odpoczywała. Odchodziła daleko od siebie. Gdybyż taki lekki wietrzyk mógł owiać choć na chwilę jej duszę, napełnić ją ciszą i spokojem!
Polska! Jej prawdziwa ojczyzna! Jak głęboko była wstrząśnięta odkrytą przez siebie Polską! Jak mało dotąd o niej wiedziała! Nigdy już nie będzie prawdziwą Amerykanką po tym doznaniu. Czuła, że już nigdy nie będzie mogła żyć w Ameryce, tak jak dotąd żyła.
Z Europy przywiozła Dagmara dużo rozmaitych wrażeń, ale nie przywiozła tego, czego się spodziewała: zapomnienia.
Pracowała w swoim salonie, czytała, chodziła do teatru, od czasu do czasu podróżowała. Ale czy to było życie? Wolałaby nawet mniej udane małżeństwo od samotności wśród ludzi; poznała jej gorzki smak już w najwcześniejszym dzieciństwie, wlokła ją za sobą przez całą młodość.
Jerzy jeszcze raz ponowił swoją ofertę. Przyjęła ją. Bez marzeń o szczęściu i bez obietnic miłości związywała swoje samotne, nikomu teraz niepotrzebne istnienie z życiem drugiego człowieka...”

***


„OSTATNIE LATO”

Powieść ta, stanowiąca odrębną całość, jest właściwie dalszym ciągiem książki pt.: „Dag, córka Kasi” i opowiada o dalszych dziejach jej bohaterki...
„Drugą część „Dag” pt. „Ostatnie lato” napisałam moją ulubioną formą - pamiętnika. Ale „Lato” nie podobało się moim przyjaciołom, uznano je za zbyt ekshibicjonistyczne, więc spaliłam je pod kuchnią... I dopiero we Wrocławiu w czterdziestym ósmym roku próbowałam napisać je powtórnie... Ale właśnie wtedy mój krakowski wydawca został upaństwowiony... Powtórzona książka przeleżała całe lata, ukazała się dopiero po 1956 roku... "

A oto niektóre „zagórzańskie” wątki z tej powieści:
„...Małżeństwo otwiera nową kartę w moim życiu. Wszystko, co było dotąd, zostanie po tamtej stronie, gdzieś za ścianą. Kim byłam dotychczas? - zapytasz potomku czytający kiedyś ten pamiętnik. To bardzo trudne pytanie. Człowiek, a zwłaszcza kobieta, niewiele o sobie wie, nawet wówczas, kiedy jej się zdaje, że jest w stosunku do siebie absolutnie szczera.
Przez dwadzieścia parę lat mego życia nazywałam się Dagmara Kerwal. Już jako dorosła kobieta, poznałam swoją matkę, siwowłosą wieśniaczkę, która ongiś była podobno ładna. Moim niepożądanym wtargnięciem na świat sprawiłam jej wielki kłopot. Dziś, tak samo jak dawniej, wyraźnie mnie nie lubi. W ciągu szesnastu lat widziałam się z nią zaledwie dwukrotnie. Poza Jerzym nie mam na świecie nikogo, za kim mogłabym tęsknić...”

***

„NOTATNIK SZPITALNY”

Książka wydana przez wrocławskie „OSSOLINEUM” w roku 1985 - to także powieść „wrocławska”, głównie wspomnienia autorki z okresu jej długotrwałego pobytu (leczenia białaczki) we wrocławskim szpitalu od 1963 roku do dzisiaj (Hematologia!)...
„Powieść „Notatnik Szpitalny” pokazuje służbę zdrowia od strony lekarza i pacjentek-kobiet. ...Poprzez kobiety, ich los i poprzez to co one przeżywają, autorka mówi tam właściwie o... mężczyźnie...Więc nie jest to chyba literatura wyłącznie „kobieca”?...” 

A oto niektóre „zagórzańskie” wątki z tej ciekawej powieści:
„...Powrót do rodzinnego kraju uczynił mnie podejrzaną. Ludziom wydaje się, że my, wyrośli na obczyźnie, mamy obojętny stosunek do kraju. Wracając (nikt nie analizuje i nie wnika głębiej w powody podobnych, rzadkich zresztą, powrotów) wywracamy ustalony porządek rzeczy. Gdybyśmy wracali spuchnięci z dobrobytu, byłoby nam wybaczone, nie musielibyśmy się z podjętej decyzji tłumaczyć jak z przestępstwa.
Tam miarą wartości człowieka jest jego zdolność produkcyjna i konto bankowe. Obojętne, czy produkuje wartości materialne, czy zajmuje się sztuką. Tu liczy się przede wszystkim wiedza, umiejętność życia, natomiast dobrobyt należy do spraw wstydliwych, skrzętnie ukrywanych...”
„...Poznałam starą kobietę przybyłą na wakacje w rodzinne strony. Do wioski położonej wysoko w górach. Zastałam ją stojącą w zgrzybiałej ze starości chacie w eleganckim stroju podróżnym, z brożką za tysiąc dolarów przy bluzce. Wydawała się samej sobie nie na miejscu, pragnęła krzyczeć, żeby znikł zły sen, żeby szybko wróciła do cywilizacji za morzami. Oddzielała rodzinną wioskę od reszty kraju, którego cywilizacja i kultura były jej obce, choć przewyższały zwłaszcza te, w których ona zdążyła się zaaklimatyzować, w które wrosła...
- Ludzie przyjmują cywilizację, nie przejmując kultury; albo odwrotnie...
- Nasi ludzie wracają z za morza po latach, żeby choć raz jeszcze zasiąść przy rodzinnym stole i sprawdzić siebie...”
„...Przypomniała mi się druga znajoma historia. Syn żyjący za granicą odwiedził po latach swych rodziców. Zastał ich w tej samej chałupie, w której się urodził. Był troskliwym synem, wydatnie wspomagał rodziców. Zastał ziemię leżącą odłogiem, a dom rodzinny jako jedyny we wsi, który się bronił przed światłem elektrycznym. Zmartwił się tym, że jego bliscy tak zażarcie bronili się przed cywilizacją. I wziął się na sposób. Przekonał ich, że postanowił wrócić do kraju. Ale żeby mógł swój zamiar zrealizować, musi wystawić odpowiednio schludny domek, doprowadzić do niego światło i wodę. Zamówił majstrów, opłacił ich solidnie, tak że po trzech miesiącach, gdy się zbierał do odjazdu, starzy mieli nowy dach nad dwuizbowym domkiem z cegły i pierwszą łazienkę we wsi. Rzewnie zawodzili, że będą musieli zimować w kamieniu, bo cegła starych kości nie ogrzeje. Kiedy już byli na stacji i czekali na pociąg, którym miał syn odjechać, przyznali się: - Nie budowaliśmy nowego domu, żeby nam nie było żal umierać...”

***

„PASZPORT DO NIEBA”

„...Ta najnowsza książka wrocławskiej pisarki ma formę dziennika. Opowiada o losach wiejskiej kobiety, która na zaproszenie syna emigranta wyjechała do Kanady. Niestety, oczekiwania bohaterki związane z wyjazdem do „ziemi obiecanej” okazały się płonne. Niełatwo było jej przystosować się do nowej, obcej rzeczywistości, bo starych drzew się przecież nie przesadza. Dzieci oczekiwały od niej, że zajmie się domem i wnukami, ale Teresa poszukała sobie pracy i próbowała zbudować na obczyźnie własne, nowe życie. Los i okoliczności okazały się jednak dla niej bezlitosne. Skłócona z bliskimi, doświadczona przez życie, zmarła we śnie na serce. Jeszcze jeden mit się nie sprawdził... "

A oto niektóre „zagórzańskie” wątki z tej powieści:
„...Rodzina jego pochodzi z naszych ojczystych stron, z Beskidu Wyspowego. Ach, cokolwiek by rzec, kiedy jedzie się tą trasą z Krakowa do Nowego Sącza, przez Kasinę Wielką, Dobrą, Limanową, oczy mało nie wychodzą z orbit, gdy przygląda się górom, lasom i wspaniałym domom. Czy ktoś mógł marzyć o czymś podobnym przed wojną? Z wioski Dobra pochodziła matka mojej mamy, czyli babcia. Nosiła piękne korale, obecnie tak drogie, jak perły...”
„...Poszłam na spacer za miasto. Z daleka widziałam góry. Przypomniały mi się wakacje w Gorcach u rodziny mamy. Tam w niedzielę ludzie szli do kościoła na wzgórzu, pięknego, pochodzącego z trzynastego wieku. Zrobiono z niego skansen, czy jak to się nazywa, zabytek muzealny wymieniony w encyklopedii...”
„...Papież wciąż oblatuje świat ze Słowem Bożym... Lękam się, że nasz papież może stracić życie...”
„...Serce mi się ścisnęło. Przypomniałam sobie pasterkę w Polsce, na którą z mężem i dziećmi oraz zupełnie obcą kobietą biegłam nocą przez pola do odległego kościoła...” „...Współczesna młodzież ledwie odrośnie od ziemi, sporo już wie o Kosmosie. Ja będąc w ich wieku, wpatrywałam się w niebo, szukając Boga. Moje niebo było zawsze ciemne, bo chmurne...”
„...Michał mnie nie kocha. Nie widzi, będąc blisko tego, co proboszcz widzi z daleka. Proboszcz nie potępia mnie za nieobecność w kościele, wie, że mam Boga w sercu. Lubię tego rozsądnego księdza, bo stara się być sprawiedliwy...”
„...Uspokój się, nieokiełznane serce. Nie zmieścisz w nim wszystkich swoich bliskich, a co dopiero obcych. Nie, nie ma obcych, wszyscy są mi drodzy i bliscy, gdyż moje serce zawsze żyło miłością...”.

***

powrót

 

 

Projekt i wykonanie Remnet Copyright © Władysław Maciejczak 2007 All Rights Reserved