POEZJE ORKANA
***
O twórczości Władysława ORKANA … (Ze „Wstępu” do zbiorku „Wiersze Gorczańskie” – 1987)
„...Można chyba tak w skrócie ująć rolę Władysława ORKANA w literaturze polskiej i zarazem literaturze regionu: był pierwszy; pierwszy utalentowany góralski syn z tych bardzo niegdyś biednych stron, który pokonał wszystkie przeszkody społeczne, ekonomiczne, kulturowe itp. i wszedł do grona kilku pisarzy, określających ambicje tzw. drugiej generacji „Młodej Polski” -(przypomnijmy: rówieśnik m.in. Staffa i Leśmiana) - wyznaczających poziom ówczesnych dokonań artystycznych, przygotowujących Polaków do okresu niepodległości; pierwszy (i długo bez następców), który wprowadził niedole Górali-Zagórzan (...ale też uroki Ziemi Zagórzańskiej...) do literatury narodowej, do świadomości warstw przywódczych, przekształcił sprawy lokalne w ogólnopolski problem, wskazał Góralom w wolnej Polsce drogę do samodzielności w kulturze.
To jest miejsce Władysława ORKANA w kulturze Jego epoki.
Władysław ORKAN nie jest postacią wyłącznie z podręcznika historii literatury. Stanowi On wartość ciągle żywą !.
...Przypomina się „Wskazania", adresowane niegdyś do młodego pokolenia Górali, a zawierające program pracy kulturalno-ekonomicznej...
...Spuścizna ORKANA zachęca do ochrony gwary i kultury ludowej, w ogóle rodzimych tradycji; nawołuje do aktywności we wszystkich dziedzinach życia społecznego; skłania młode pokolenie do pracy nad charakterem, formatem obywatelskim , plewienia przywar a pielęgnowania cnót obywatelskich; uczy konkretnych form miłości do konkretnej Ojczyzny.
Jednym zdaniem: posiada wartości patriotyczne i etyczne.
...Władysław ORKAN należał też w Polsce międzywojennej do pionierów idei regionalistycznej. Nie ma potrzeby wchodzić w szczegóły i rozważać, co w tym programie już ponad pół wieku temu było utopijne, co dzisiaj jest przebrzmiałe - a co nadal aktualne !...
...Literatura zawsze była i jest swoistym świadectwem życia ludzi, można zatem już dzisiaj obserwować kolosalne przemiany w warunkach ekonomicznych, obyczajowości, także w psychice mieszkańców ZIEMI ZAGÓRZAŃSKIEJ, jakie zaszły w ostatnich kilkudziesięciu latach...
Przypominamy np. odpowiedź, jakiej udzielił na pytania podmiotu lirycznego Orkanowy WOJCIECH w wierszu "PATRZCIE, WOJCIECHU": „Prawda, świat piękny, warto na nim pożyć - Byle człek zawdy miał co w gębę włożyć..."… "
***
Wybrane poezje ORKANA ...
W większości utworów poetyckich ORKANA przejawiało się niezwykłe zafascynowanie twórcy problematyką przyrody Gorców oraz życiem codziennym ludu zagórzańskiego.
W roku 1897, ORKAN w swoim autobiograficznym wierszu, przedstawiającym przeżycia z lat dzieciństwa i młodości, owiane wiatrem rodzinnych gór i zapachem zielonych lasów, napisał:
Szara kraino jałowców i polan!
Bardzo mi droga sercu od kołyski!
Przed żadną siłą nie uginam kolan -
Lecz Tobie jestem pokorny i niski.
I tak się korzę przed Twoim ubóstwem,
Jak dziady moje przed pogańskim bóstwem.
Według M.PUCHALSKIEJ: „Tym wierszem dwudziestoletni ORKAN rozpoczął poemat o własnym dzieciństwie. Była to również jego deklaracja wierności, jaką ten wielki twórca ludowy ślubował rodzinnej ziemi zagórzańskiej.
Wierności tej nie sprzeniewierzył się ani w swym życiu, które prawie całe tam przepędził, ani - co ważniejsze - w swoim pisarstwie”.
A oto wiersz z tomu pt. „Z tej smutnej ziemi”:
Tę krainę kęp i wiecznej nędzy
Okryły mgły
I osnuły na kształt lotnej przędzy,
Polne krzewy i drzewa, i chaty
Zaodziały w płaszcz haftem bogaty,
W przedziwne szwy..
Swoistym wyznaniem wiary tego „zagórzańskiego” poety jest także znany tutaj dobrze Jego wiersz pt. "Przygrywka":
PRZYGRYWKA (motto debiutanckiego zbioru „Nowel” z 1898 r.)
Ukochałem lud biedny nad miarę -
Bom się jego pieśnią wykołysał...
Ukochałem zwyczaje i gwarę -
Które, dziecko, z piersi jegom wyssał.
Co mię wiąże z ludem jeszcze szczerzej,
Powiem - choć mi wielu wiary nie da:
To niedola, która w nim się szerzy -
Oto wspólna towarzyszka - bieda...
Może ona zaćmiła mi oko
I przesłania serc biedaczych głębię -
Że nie mogę patrzeć tam... wysoko -
I od ludzi sam gnębiony - gnębię...
Może ona zaćmiła mi słonko
I na nerwach zwinęła promienie,
Że gdy chodzę serc ludowych łąką,
Poza światłem wszędy widzę - cienie...
Poza światłem cienie widzę zawdy,
Łzy mię ciągną więcej niźli blaski...
Lecz do ludu nie schodzę jak z łaski -
Ja w nim samym szukam tylko - prawdy.
ORKAN szczególnie też lubił żywy kontakt z naturą, a do najbardziej ulubionych przez niego zakątków w rodzinnych Gorcach należały polany Wasielka oraz Łąki.
ORKAN, jak każdy Góral, stale żyje z przyrodą za pan brat; ona jest źródłem radości, ale jest też i wrogiem, widzi wyraźnie jej bezwzględność, a więc konieczność użerania się z deszczami, burzami, powodziami, śnieżycami i mgłami...
Wiersz pt. "Wieczorem" z tomu "Z martwej roztoki", zawiera najwyraźniej wszystkie elementy, które można obserwować także dzisiaj z okien ORKANOWEJ pracowni, w niezwykłej ciszy gorczańskiej "Pustki":
Wieczorem...
Cudnie się tęczy mrąca zorza -
W omgli sinawej toną góry -
Niebo jak sina roztocz morza -
Jak wyspy dalne mglą się chmury;
Mrokiem zasnute lasy dyszą -
Rżą łany świerszczów srebrnym graniem -
Różową błogosławion ciszą,
Gaśnie dzień, szczęsny dokonaniem;
Echami dźwięczą gdzieś pasterze -
Plącze się postuk wsi dalekiej -
Skądś zalatuje poszum rzeki -
Gdzieś dzwonią na pacierze.
Były chwile, że przez dom przewijali się goście, poeci, krytycy, malarze, politycy, działacze, najbliższa rodzina, przyjaciele i znajomi, których pełno było szczególnie w miesiącach letnich, ale były też, kiedy domem rządziła tylko cisza i spokój.
Wieczorne godziny, gdy ucichł już gwar codziennej krzątaniny, najlepiej usposabiały ORKANA do rozmyślań i pisania prozy czy komponowania wierszy. Jakże często pojawia się w nich dosłowna fotografia górskiego osiedla:
Wprost w okno mojej chaty patrzy tarcz księżyca.
Widno smreki groźne, jak nagrobne straże.
Śnieg ma trupio zielone lica.
Cisza - martwota, nic nie dyszy.
Wśród tej przeraźnej, niezgłębionej ciszy
Jedynie słyszę stukot mego serca.
Gdzież świat się podział? Gdzie ruch?
Jam jeden z pustką upiorną duch.
Albo inny bardziej optymistyczny wiersz ORKANA o "Pustce":
Wieczór lipcowy był - pogodny, ciepły,
Księżyc nad Pustkę wyszedł pełnią
I spoza smreków, które w milczeniu zakrzepły,
Spoza stręczystych chmur,
Które się jak baranki wełnią,
Zajrzał na moje osiedle...
Owiał mi duszę czar kochanych gór -
Tchnienie, o jakim śnią prastare jedle.
Z "Jesiennych liści" I
Chętnie bym ja chciał zanucić radośnie,
Żeby miłą wiosnę wrócić: o wiośnie
I o słonku, co się latem ubieli,
I o dziecku, co się kwiatem weseli,
I o wszystkim, co miłością oddycha,
A rozkoszną pije słodycz z kielicha...
Lecz mi wiosny nie powrócić śpiewaniem,
Ni mi smutków nie ukrócić kochaniem.
A na słonku widzę krwawe półkole,
A u dzieci widzę łzawe niedole —
Wiem zaś, że świat nienawiścią oddycha,
A, za słodycz, ssie truciznę z kielicha...

Z "Jesiennych liści" II
Kiedy wiosenny deszcz
O szyby się roztrąca —
Mnie szepcze cichy dreszcz:
„Szeleszczą łzy tysiąca..."
Kiedy słoneczny wschód
Promieńmi się migoce —
Mnie mówi zimny chłód:
„Idą tysiącom noce..."
Kiedy jesienny wichr
Poświstem mię obudzi —
Mnie niesie wielki żal,
Jęki tysiąca ludzi...
A gdy srebrzysty szron
Opadnie baldachimem —
Mnie woła cichy zgon
Na śmierć, na wieczną zimę.
I teraz cicho tu i spokojnie, a dom ORKANA dalej góruje nad kępką chałup, przypominając o poecie-gaździe i pisarzu-Góralu, który spędzał w domu tym długie miesiące i lata, zagrzebany w książkach po uszy, zatopiony głęboko w rozłożonych na biurku papierzyskach.
Towarzyszami gorczańskich wędrówek i przeżyć poety i pisarza byli też Jego liczni przyjaciele, między innymi: Jan KASPROWICZ, Kazimierz TETMAJER, Leopold STAFF, Kornel MAKUSZYŃSKI, Jan WIKTOR, Juliusz OSTERWA, Adolf NOWACZYŃSKI, Adam GRZYMAŁA-SIEDLECKI, Zofia i Ignacy SOLARZOWIE, Gustaw MORCINEK, gen.Andrzej GALICA, Kazimierz SOSNOWSKI i inni.
***
Inne wybrane wiersze ORKANA...
JEST KRAJ NIEZNANYCH CUDÓW
Jest kraj nieznanych cudów,
Gdzie z białych gór
Potoki srebrem płyną,
Doliny śpią…
A tajemnicze źródła leśne
Czyszczą ze szmerem przy świetle księżyca
Połyskujący, złoty piasek.
Smreki w milczeniu stoją, bez oddechów,
Jak straże nocne w przedsieni kościoła,
W którym za mgławą tajemnic osłoną
Bóstwo, nie znane ludziom, śpi...
A jedle drżą,
Dygocą lękiem utajonym,
Czy ich nie zdradzi światło białe,
Które na nie pada;
Bowiem sięgają nagimi ramiony
W głębie rozpadłych, wąskich szczelin
I wyczuwają palcami korzeni
Skryte głęboko pod skałami skarby.
Albo na ziemię kładą się cieniami
I, wstrzymując dech, słuchają,
Co tam w głębi dzwoni…
A to dzwonią owce białe, idące uboczą;
Wełna im się z dala srebrzy,
Jak te włosy fal,
Wspinających się w księżycu
Ku urwistym brzegom.
………………………………………..
Przeszły ubocz,
Już dochodzą pod zamglony wierch...
A małe jagnię ostało,
Nie może nadążyć,
Samo idzie po polanie, zawodzi i płacze,
I woła, woła, by go poczekali,..
……………………………………………………..
PATRZCIE, WOJCIECHU...
Patrzcie, Wojciechu, na te cuda!
Srebrzyste kule śniegu lecą -
Jedna po drugiej leci gruda,
A wszystkie srebrem w słońcu świecą...
- Nic to! - odrzecze z jasną twarzą
-Wcześne ziemniaki się udarzą...
- Patrzcie, ile to płatków płonie
I skrzy się w słońcu przez odbicie,
Jak okiem dojrzeć - całe błonie
Pali się srebrem... Nie widzicie?
- Widzę - odrzecze - ostra zima!
Pogoda w lecie nam wytrzyma.
- A patrzcie, ile drgań, promieni,
Ile to ogni sieją zorze,
Ile to barw się w słońcu mieni,
Jakie złocistokrwawe morze!...
- Dyć chwała Bogu! Zmięk na pewno.
Da przywieźć z lasa jakie drewno...
- Czyż nie widzicie tych wszystkich piękności,
Wśród których, szczęśni, od mała żyjecie?
Spójrzcie - doprawdy, bo mię to już złości
- Spójrzcie, ile to cudów na tym świecie!.,.
- Prawda, świat piękny, warto na nim pożyć,
Byle człek zawdy miał co w gębę włożyć...
Poręba Wielka, 1.1.1896.
PO BURZY
Jeszcze ostatnia głośna błyskawica,
Potem jęk - odgłos piorunnego młota -
Wreszcie ucichło... Przeszła naremnica,
W oddali jeno dudni i turkota.
Już na zachodzie chmura się przeciera.
Przez okiennice wąskiego otwora
Niebo błękitem na ziemię wyziera
Tak samo jasne, pogodne jak wczora.
A tu na ziemi lić... Potoki huczą,
Każdym wgłębieniem warczą wały wodne
Zda się: tę ziemię do znaku opłuczą.
Ostawią jeno skały samorodne.
Ściężałe drzewa ociekają rosą,
Trawy się lżejsze prostują powoli,
A zboża źrałe, jakby ścięte kosą,
Leżą pokotem wzdłuż po mokrej roli
Z miedz obalonych sączą się strumienie,
Źródło z każdego bucha kretowiska -
Gdzie okiem rzucić - wszędy spustoszenie,
Zatopy mętnych wód i zamuliska.
Na zagon wąski wyszedł chłop od chałup,
Popatrzał wkoło... „Myślałech, że zgarnę
Co z tego pola... a tu wszystko na łup
Cała ta praca człekowa na marne..."
Stanął bez rady i opuścił ręce,
A w sercu uczuł zwątpiałość bez granic.
Z oczu łzy trysły... „Myślałech: poświęcę
Ale to na nic... wiem, że i to na nic..."
POCHWAŁA ŻYCIA
(fragmenty)
Zapłonione błękity.
Przez mrok złocące się struny
Niebem zajęte gór szczyty
Grają na cudny dzień!
Różowy pobrzask wstaje.
W złote rozpala się łuny
A Tatr zostrzone kraje
Jak miecze pełne lśnień!
Rozkwitła zorza ranna.
Ogniem spłonęły niebiosy
Dusza śpiewa hosanna!
Raduje się jak ptak.
Z ziemi darzonej złotem
Zachwytne budzą się głosy
Rajskim ptasząt świergotem
Dzwoni różany krzak
Na świt! Na świt! drga serce,
Wezbrane tętnią żywiczną:
W każdej żywej iskierce
Drży oczekiwań chłód
Ma świt! Na świt! drga życie
Barw zestroją rozliczną,
A tam już na błękicie
Dziwny się sprawia cud…
Wystrzelają promienie
Z niewidzialnego ogniska
Rośnie w okrzyk jaśnienie
Rozbiegłych w okrąg zórz
Raz po raz dłoń niewidna
Groty żarzące wyciska.
Które z powały niebios
Sypią złocisty kurz
Blask coraz bielszy wschodzi
Na zorze, złotem siejące
Aże na lśniącej, płomienistej łodzi
Wypływa Słońce …
CZŁOWIEK…
Wieczny bezwładziec i wieczny ruch -
Ogień i popiół, glina i duch -
Każdą z najwyżej mierzących prób
Kopie swój grób.
Wciąż nowe życie tworzę
I wraz je w trumnę łożę.
Okwiat ziemskiego bytu,
Nigdy niesyt rozkwitu,
Nad gwiazdy mierzę lot harny -
Ziemiostwór marny.
Bogom sen spędzam z powiek,
Ja - człowiek.
JEDYNE PRAWO
Jedyne prawo – iść
Nie dać się nieść, jak wiatrem wiany liść…
Ale jak świat w okruchu
Po własnej biec paraboli…
A gdy z koniecznej Woli
Skończy się kiedyś lot chyży –
Iść dalej w duchu
Iść wyżej…
***
powrót
|