KRAINA ZAGÓRZAN - Teksty orkanowskie
„W ROZTOKACH ” Tom II
ROZDZIAŁ VI
[Fragment]
Widnymi nocami siadywał Rakoczy na progu swojej koleby i kładąc deskę białą na kolana, rysował na niej przy świetle księżyca plan gminy, jaką w długich snach myślenia wyśnił. Do rysowania używał lubryki, czerwonego kamyka o miękkim dotyku, jakiego się zazwyczaj używa do cechowania drzew. Nie brał od razu na uwagę całych rozgałęzionych w dole roztok, ale jeno jedną gminę, rodzinną swoją, Przysłop. Tej się przyjrzał dokładnie z wysokiej polany i najpierw pooznaczał granice linią. Potem uważył dobrze w myślach, które grunta i w jakiej stronie bardziej urodzajne, które mniej żyzne i uprawne, a które nieużytki, i części te wyraźnie wyznaczył na mapie. Było ich sporo, lecz mniej niż dawnych osiedli.
Podzieliwszy tak gminę, począł bez porządku znaczyć, co mu się tylko nasunęło w myśli rozognionej. Nie zatrzymywał się długo nad jednym planem, odkładając szczegółowe przemyślenie na dalsze wieczory. Chciał bowiem jak najprędzej objąć całokształt życia gromadzkiego w granicach zakreślonych przez oświetle myśli. Przeto jego znakami utrwalał w pamięci swojej mgławice planów i pomysłów i gorączkowo dalej biegł wśród mroku nieznanego, zdążając pilnie do celu, który przed wzrokiem jego duszy błędnym światełkiem migotał.
W sercu się palił, gorzał cały, to rozpaczą wysiłku, to trwogą, to nadzieją szczęśliwości, jaką przeczuwał na ziemi. Ale nie dawał się opanować żadnemu uczuciu, chciał naprzód rozumem wszystko ułożyć i zważyć, aby świat nowy powstał na opoce, którą niełatwo skruszyć.
Rozłożywszy grunta gminne na części podług urodzaju, począł dalej przemyśliwać nad sposobami ich uprawy.
- Przypuśćmy to tak, jakżeby jeden miał te wszystkie grunta. Albo jeszcze lepiej, jakżeby jeden ród posiadał je wspólnie. Własność niczyja i wszystkich. Wtedy łatwo zauważyć, jak bedzie z uprawą. Tam, gdzie pole korzystniejsze, sadzi sie ziemniaki, sieje sie żyto, jęczmień, orkisz, wykę, koniczynę i łoży się w uprawę, bo ziemia to wróci. Tam zaś, gdzie rola strasznie skąpa, wysiewa się owies. A resztę, co się nie da zorać z powodu pustki, niedostępu abo innych przyczyn, obraca się na pastwisko lub na zalesienie. Gmina od razu przez to zmienia wygląd i jest jak jedno wielkie gospodarstwo, na którym łany, jak jeziora, kołyszą się zbożem albo zielenieją płaty szerokie i długie. Miedze się poobalają, granice ponikną, przez to sie pola przyczyni o spore stajanie.
Zamrużył oczy w rozkosznym dumaniu i widział obraz rzeczywisty przyszłej swojej wsi. Uśmiechał się do niej tęskno, podobnie jak na obczyźnie uśmiecha się człowiek we śnie widokom swoich pól. Obejrzawszy obszar cały wszerz i wzdłuż, rozsnuwał dalej.
- Grunta obrabiają wspólnie i zgromadzają plony wszelkie do wspólnych spichrzów gminnych. Skoro już wszystko zgromadzą, wtedy sie dzielą zebranymi owocami prac. Każdy otrzymuje tyle ze wszystkich darów ziemi, żeby mógł ślebodnie przez cały rok, bo aż do przyszłych zbiórek, rodzinę swoją wyżywić. Gdyby zabrakło zboża, to jest gminna kasa, jest kapitał gotowy z rozmaitych wpływów. A gdy zaś padnie lato piękne, zboże się udarzy i po bogatym podziale jeszcze zbędzie plonów, to sie je chowa w śpichrzach na czas nieurodzaju. I nie ma obaw przed złymi rokami, jakie trapiły naród głodem i dosiela trapią.
Odetchnął. Widziało mu się, że to już tak wiele, iż o niczym więcej nawet myśleć nie potrzeba. Radość mroczyła jego głowę i przesłaniała wyśnionym widokiem wszystko, co nie z tego świata. Już się tak rozmarzył w sobie, że na nic dookoła uwagą nie baczył. Wszystkie nadzieje, myśli i pragnienia zestrzelił w jeden obraz, malowany sercem, w to światło, które zapaliło jego wnętrzne siły i rozprószyło czatujący mrok przed jego duszą. Ledwie mu zamajaczył ten świat mgławicowy, a już go oczarował, niewoląc ku sobie. Zarysowały mu się z daleka granice i już wśród nich przeczuciem widział łąkę jasną, na którą tylko wejść i zrywać kwiaty szczęśliwości. Cudował się sam w sobie, że wcześniej na to nie przyszedł.
- Wybierze sie wielką radę z dwunastu najmądrzejszych i ci powprowadzają w życie kolejno wszystek plan. A potem rada mądrych, co parę lat zmieniana, ma czuwać nad robotami, aby jeden nie ponosił ciężaru więcej niż drugi. I przy podziale plonów musi być dozór uczciwy, aby sie krzywda nikomu nie działa.
To pomyślawszy, pewnym był, że już wszystko gotowe, ino zacząć.
***
O prozie ORKANA pisano kiedyś:
...Powieść ORKANA z 1903 roku „W roztokach”, opisuje dzieje chłopskiego bohatera Franka RAKOCZEGO, romantycznego marzyciela-reformatora, ponoszącego klęskę w samotnej walce z bezwładem odwiecznego układu społecznego.
J. KRZYŻANOWSKI: „Osobistością najwybitniejszą jest postać naczelna romansu, młody Franek Rakoczy, ostatni potomek z dala skądciś przybyłego, odwiecznego rodu gazdowskiego, osiadłego u stóp Turbacza. Jego dzieje wypełniają karty romansu, tłem zaś tych dziejów jest życie roztoczne, życie zapadłej gminy przysłopskiej”.
O Drzewiej pisano: „…to baśniowo-symboliczna wizja legendarnej przeszłości lasów gorczańskich, poetycka opowieść o prastarej gorczańskiej puszczy, pisana przez miłośnika przyrody, który słucha jej odgłosów, zachwyca się kwitnącym kwiatem i śpiewającym ptakiem, powiewem wiatru w starych konarach i prze-suwającymi się po niebie chmurami, gwałtownym dudnieniem piorunów i blaskiem słońca, zielenią liści i traw...”.
Drzewiej uważał ORKAN za „najistotniejszą i najdroższą ze wszystkich swoich książek”.
O Drzewiej pisał też A.ZACHEMSKI: „ORKAN opisuje tu piękno swojej ziemi, jej wygląd pierwotny i życie dawne, jakie w tej pra-puszczy było. A było ono, choć i bez człowieka, głośne i ciekawe: gazdowały jeszcze śmiało po lasach niedźwiedzie, wylizując ze starych jedli miód i przychwalując się przy pospólnej radzie jego smak niepośledni. Po jasnych polanach uganiały familiami całemi sarny i rogacze, gdzieindziej znów w gęściawie leśnej, miały swoje osiedla wilki, rysie, lisy i mnóstwo innej zwierzyny. I to właśnie życie wraz z pięknem naszej tu ziemi przecudnie ORKAN opisał”.
Przytacza tam również taki oto cytat z Drzewiej :
„Za dnia roztoki huczały życiem wielobarwnem, szumiały wodospadami i jednotonną pieśnią drzew, dzwoniły rozgwarem ptaków, odzywały się pomrukami zwierząt, dźwięczały rojami pszczół - grały potężną harmonię puszczy. Z nocą zapadały w ciszę i wyglądały w mroku, jak masy wojsk zaklętych, czerniawą zalegające góry i doliny, snem głębokim objęte i groźne w uśpieniu.
A kiedy księżyc wytaczał się nad nie, wtedy zatracały doszczętnie swą rzeczywistość leśną i trwały - widziało się - w zawieszeniu śródpowietrznem, niby jakiś zastygły sen o puszczy - poświatą jasną zalane, mgłą zbłękitniałą zapylone, ciszą do dna przejęte - zaiste przebajeczne...”.
S.PIGOŃ: „W Drzewiej uchylił się ORKAN od rzeczywistości obrzydłej, uszedł od niej w krainę baśni. Baśń utkał z nitek legendy, mitu, fantazji, a więc z tworzywa nierzeczywistego. Ale nie wyłączył z niej jednego: ziemi, puszczy, przyrody, tego, co w miłowaniu jego było nieprzemienne, co w nim tkwiło zawsze „gdzieś pod czwartą głębną skibą”... Ziemia pradziadowska - tej jednej został zawsze wierny. Tutaj ją, owszem, w całej potędze wysłonecznił i uwielbił”.
J.KRZYŻANOWSKI: „Przeszłość, której rycerski głos, bijący od grobowca na Turbaczu (głazu z napisem konfederackim), tak wydatnie zaważył na losach Franka Rakoczego, przemawia do wyobraźni młodego górala. Spoglądając ze swej samotni na osiedla przysłopskie, na wąskie pasy podzielonych pól, Franek (ORKAN) ucieka myślą w czasy dawne, usiłuje odtworzyć sobie wyobraźnią niespisane dzieje roztok w epoce, o której „ani pamięci ludzkiej niema”, gdy u stóp Gorców pojawił się pierwszy człowiek nieznany „by dziką krainę objąć w posiadanie, pobudować się i rozpocząć żywot pastersko-rolniczy”.
Okres ten ukazuje się Frankowi jako epoka rajska dziejów góralskich, bo „drzewiej”, za lat dawnych, za pierwszych osiedleńców, kto tu gdzie komu ziemi sprzeczył..., mniej piekła było w narodzie, więcej przychylności...”.
I dalej J.KRZYŻANOWSKI pisze: „Drzewiej należy nie tylko do najlepszych utworów ORKANA, ale i w dziejach romansu polskiego XXwieku zajmuje jedno z miejsc naczelnych”.
Następnie przytacza z Drzewiej następujący fragment opisu puszczy gorczańskiej: „Złożona z „hrubych” jedli, przez wieki całe zwycięsko opierających się mocarnym atakom wichrów, z śmigłych, rycerskich smreków, z krępych mocno w ziemię wpartych buków, z bezmiaru drzew, żyjących swem odrębnem, samorodnym życiem. Pręży się ono i dźwiga u stóp drzew-olbrzymów.
Koło spróchniałych pni i przepotwornych wykrotów wiły się ljany łożyn, rosły kępami paprocie a wszerz po całej roztocznej dłużynie wśród rozmaitej krasy grzybów kapelusiastych, niby wśród krasnoludków, w kółkach i plamach słońca, wciskających się przez gęstwię krzaków, świeciły świeczki leśne, czerwieniły się korale krzewów, i moc nienazwanych kwiatów, jagód wilczych, nienaskich, wyłyskiwało się z zacieni do światła”.
Prof.PIGOŃ nazwał Drzewiej „pieśnią o ojcowiźnie”. Pisze także: „ORKAN w Drzewiej w całej potędze wysłonecznił i uwielbił ziemię rodzinną; wielbił ją i opiewał wprawdzie we wszystkich swych utworach, ale w Drzewiej zebrał w jedno czary fizyczne tej ziemi, dojrzane przez to, co dla krajobrazu jej najbardziej charakterystyczne - przez jej Puszczę”.
M.PUCHALSKA pisze o Drzewiej: „Drzewiej to „rzeczywistość-baśn”, do której można uciec przed przykrościami współczesnego życia. W fabule tej baśni dwaj bracia kochają się we własnej siostrze. Zazdrosny olbrzym Prokop, uosobienie Mroku, zabija łagodnego Daniela, uosobienie Dnia. Bohaterowie ci, pół ludzie - pół bogowie, żyją w puszczy jak leśne zwierzęta. Rzeczywistość fantastyczna, poetycka, przenika się wzajemnie ze światem konkretnym, realnym”.
Kazimierz TETMAJER tak pisał o Drzewiej: „Nie wiem, czy w literaturze całego świata jest tak obszerny opis jednego, stosunkowo szczupłego miejsca, jednego prawie punktu lasu, który by budził równe zajęcie, był równie fascynującym przedmiotem pociągniętej wgłąb siebie wrażliwości czytelnika. Tak cudownie pięknych pieśni leśnych, wierszy z praepoki człowieka, nie ma literatura polska bezwarunkowo”.
***
powrót
|